Najbardziej Dochodowe Filmy: Ranking Kasowych Hitów Wszech Czasów
- by admin
Kiedy w kinie gasną światła, popcorn już w połowie zniknął, a dźwięk Dolby Surround rozchodzi się po sali, zaczyna się magia. Ale za tą magią stoją nie tylko efekty specjalne i gwiazdy Hollywood, ale również – a może przede wszystkim – liczby. I to nie byle jakie liczby! Filmy mogą być sztuką, ale nie oszukujmy się: w świecie wielkich produkcji równie ważny (i spektakularny!) jak Oscar, jest też… zysk. Dziś zaglądamy do sejfu Fabryki Snów i odkrywamy najbardziej dochodowe filmy wszech czasów. Gotowi na finansowy koktajl z kina?
Avengers: Kulminacja pieniądza
Jeśli kiedykolwiek zastanawiałeś się, jak wygląda dodawanie zer do zysków, to Avengers: Endgame pokazuje to w spektakularnej formie. Ten marvelowski gigant zarobił ponad 2,798 miliarda dolarów na całym świecie, zdetronizując przez jakiś czas nawet niepokonanego tytana – Avatara. Co zadziałało? Cóż, może fakt, że przez 10 lat Marvel budował napięcie jak mistrz żonglerki, dawkując emocje i superbohaterskie splecione losy. Widownia miała wrażenie, że ogląda finał Ligi Mistrzów tylko z większym budżetem i lepszym scenariuszem. I chociaż Iron Man się pożegnał (R.I.P. Tony!), producentom na pewno nie żal było zysków.
Avatar: Niebieska rewolucja
James Cameron zaprosił nas do Pandory i… zrewolucjonizował kino (oraz wydobył trochę złota z kieszeni widzów). Avatar w 2009 roku przebił wszystkie możliwe rekordy, zarabiając nieco ponad 2,923 miliarda dolarów (tak, więcej niż Endgame – ale tylko po reedycji filmu). Trójwymiarowy seans, bajeczna animacja i ekologiczne przesłanie – to nie mogło się nie sprzedać, zwłaszcza przy tak puchatych i wzruszających istotach jak Na’vi. Cameron osiągnął coś niesamowitego: stworzył film, który równie dobrze mógłby być reklamą wyjazdu do tropikalnego raju… gdyby nie te kolosalne roboty i militarne knowania.
Titanic: Historia, która się opłaca
James Cameron po raz drugi udowodnił, że jest królem świata. Titanic (1997) nie tylko złamał serca na całym globie, ale również niesamowicie się sprzedał – ponad 2,2 miliarda dolarów zysku. Kiedy wokalne uniesienia Céline Dion spotykają się z dramatem w reżyserii perfekcjonisty, zakrawa to o kinowe złoto. Scena z Rose i Jackiem na dziobie statku zapisała się w historii popkultury, a równocześnie – w historii giełdowej Paramount Pictures. Kto by pomyślał, że kostiumowy dramat z tragicznym zakończeniem może być aż tak dochodowy?
Star Wars: Moc finansów
Jeśli kategoria „kultowy” miałaby swoją osobną księgę przychodów, Star Wars: The Force Awakens byłby jej pierwszym rozdziałem. Powrót sagi w 2015 roku wygenerował ponad 2 miliardy dolarów zysku. Fani ustawiali się w kolejkach jak po karpia w PRL-u, a merchandising rozgrzewał karty płatnicze do czerwoności. Disney wykazał się mistrzostwem w zarządzaniu sentymentami: wystarczyło odkurzyć Sokoła Millennium i wrzucić medal na klatkę Chewbacce, i boom – nostalgiczną bombę przyjęto entuzjastycznie i kasowo. Nie bez znaczenia był również marketing. Serio, czy istniał w 2015 roku człowiek, który nie wiedział, że wraca Kylo Ren?
Najbardziej dochodowe filmy: Królowie box office’u
W zestawieniu na najbardziej dochodowe filmy dominują widowiska z wysokim budżetem, silnym zapleczem marketingowym i – nie oszukujmy się – całą armią wiernych fanów. Ale nawet w oceanie blockbusterów znajdzie się miejsce na perełki. Wśród tytanów box office’u są też animacje („Kraina Lodu II” z ponad 1,45 miliarda dolarów!) oraz skromniejsze hity pokroju „Jokera”, który przy budżecie nieco ponad 50 milionów dolarów zarobił miliard. Czyli da się. Ale po co ryzykować, skoro można postawić na superbohaterów, niebieskich kosmitów i sequel za sequelem?
Najbardziej dochodowe filmy: Gdzie pieniądz spotyka popcorn
Kiedy spojrzymy na listę kasowych hitów, w oczy rzuca się jeden wspólny mianownik: uniwersalność. Historie miłości, wojny światów, walki dobra ze złem – wszystko to działa na globalną skalę. Widz w Nowym Jorku, Delhi czy Warszawie lubi, gdy film jest emocjonalny, ale też efektowny. Dlatego filmowi giganci inwestują ogromne sumy, by zarobić jeszcze większe. A my? Kupujemy bilety, bo chcemy poczuć się częścią tej międzygalaktycznej przygody… choćby przez 180 minut i z kubkiem coli w ręku.
I choć kino to sztuka, to jednak cyferki nie kłamią – im więcej inwestujesz (mądrze!), tym większa szansa, że twoje nazwisko pojawi się nie tylko w napisach końcowych, ale i na liście najbogatszych producentów świata. W tym wyścigu o najcięższe worki z dolarami wygrywają ci, którzy potrafią połączyć serce z kalkulatorem. A my, widzowie, tylko na tym korzystamy. Bo w końcu co może być lepszego niż dobry film, który zarobił miliony? Film, który zarobił miliardy i do którego chce się wracać niczym do ulubionego serialu… albo czekolady z menu kinowego.
Kiedy w kinie gasną światła, popcorn już w połowie zniknął, a dźwięk Dolby Surround rozchodzi się po sali, zaczyna się magia. Ale za tą magią stoją nie tylko efekty specjalne i gwiazdy Hollywood, ale również – a może przede wszystkim – liczby. I to nie byle jakie liczby! Filmy mogą być sztuką, ale nie oszukujmy…